Wczoraj mieliśmy przyjemność porozmawiać z panem Andrzejem, właścicielem najsłynniejszego kaczora w Gilowicach. Nie chodzi tu bynajmniej o żadnego polityka, a o prawdziwą, pierzastą lokalną legendę – gilowickiego kaczora, który przez ostatnie miesiące zdobył serca mieszkańców i czytelników portalu GPS24.
Z dumą i odrobiną humoru pan Andrzej przekazał nam radosną nowinę:
„Chciałbym zgłosić, iż kaczor Gilowian doczekał się potomstwa, ale jak widać – nie poszedł na 800+” – pisze w wiadomości do redakcji.
W rozmowie z właścicielem poznaliśmy kulisy życia ptasiego bohatera. Okazuje się, że kaczor musiał zostać odizolowany od stada. – Biję młode kaczki – przyznaje pan Andrzej z półuśmiechem, choć sytuacja była poważna. Aby zapewnić bezpieczeństwo wśród kaczej młodzieży, konieczne było oddzielenie go od reszty.
Mimo to, ten rok przyniósł wielki sukces – kaczor doczekał się kolejnego pokolenia. Jego młode rozwijają się zdrowo, a duma ojca była wyraźnie widoczna jeszcze zanim sam dowiedział się, że zostanie tatą.
Niestety, nasz bohater nie zdążył nacieszyć się ojcostwem zbyt długo. Kaczor zginął śmiercią tragiczną – został porwany przez lisa. To smutne zakończenie historii, która przez wiele miesięcy bawiła i wzruszała mieszkańców Gilowic. Kaczor Gilowian pozostawił po sobie nie tylko potomstwo, ale i wiele uśmiechów oraz opowieści, które będą krążyć w lokalnej społeczności jeszcze długo.